Małgorzata Ciechomska


strona główna  galeria  publikacje  aktualności  kontakt
 

 

 

 

Aktualności

 

Zewnętrza i środki

( najnowszy fragment prozy poetyckiej)

Słyszałeś już pewnie niejedno takie wyznanie, spowiedź czy co tam. Nie wiem jak ty, ale ja widzę wówczas podwórko rozgrzebane przez kury. Pociągnięcia pazura, zadry i poprzerywane dżdżownice jak niedojedzone wspomnienia. Nie wiem czy warto, podobno spowiedź oczyszcza, albo raczej przeczyszcza. Taka kuracja, którą możesz przepisać w dowolnym momencie. To ma sens, ale...

Na drodze dziewczynka, płowe włosy, tu i ówdzie spirale loków, grzywka na fajerkę po domorosłym fryzjerze. Idzie. Raczej ciągnie się, powłóczy. Sińce na kolanach zdradzają sportowe zacięcie lub łobuzerskie wybryki. Po chwili skręca w lewo. Podwórko, nie to z kurami tylko gęsi, stado. Pierze sypie się, wypalona odchodami trawa, oprószona puchem, przypomina nieśmiałą zimę. Tak, zimy w tej okolicy bywają takie jakby chciały, a nie mogły.

Tak i ona, szła jakby chciała, a nie mogła. Za chwilę dostanie wciry, pachem albo łapą rozszerzoną jak druciak z sience fiction.

- Gdzie sandały, cholero ty jedna? Tylko ją puścić, skaranie boskie z tym bachorem!

Tam w środku, tak małe dziewczynki mają środki i zewnętrza, żar i poniżenie. Zbudowane góry lodowe i zamki na strych skałach sterczą kłując przestrzeń, która próbuje powstrzymać to architektoniczne zjawisko przed przepaścią.

Harda, nie płacze. Wyszarpane ciało wzbudza litość. Postawa prowokuje dalsze lanie. Niech leją, ja im pokażę! Teraz pokazuje. Język długi, mięsiście czerwony, pobrużdżony wywija się na boki, świeci w lustrze. W lewo, w prawo. Rurka. Przechodzi złość  matce i płowej.

Na wątłym ciele sukienka. Szarość tkaniny z wplecionym srebrem włosów, kok wyskubany przez życie. Wsunięte metaliczne spinki sterczą jak kolce jeżowca w morskiej głębinie dla niepoznaki przytulone do kamienia. Sylwetkę łapię w ujęciu bocznym, skręconym na tyle by nie rozpoznać rysów.

Czuję zamkniętą energię, a ty? Czy też to czujesz przez skórę oczu? Dobrze, przysuń się bliżej, poczuj oddech jak zapach bagna na mole. Przez zgaszone światło doświadczenia czujesz motyla przed ostatnim lotem. Tylko uważaj na skrzydła, są takie kruche...

 

 

 

 

 

 

 

Pod osnową nieba

( wiersz, który powstał po wycieczce do pobliskiego Żyrardowa)


Woskowe kukły len okien
w sklepie Wokulskiego
cieniem na czerwień
cegły palonej się kładą

Suchoty nawijaczki
niedoszły samobójca
pod żaglami światła
w zgodzie połączeni

Pośród gałęzi głosy
robotnika i konia
wypełniona pustka liści
gdy żywi w pochodzie idą

Powietrze przeludnione
jak los człowieka
tkany osnową nieba
jutro wróci echem kroków